niedziela, 19 lutego 2012

Rysujemy psa i kota- poradnik dla rodziców

Po wczorajszym blogowym wpisie na mojej skrzynce "zawrzało" ;) Część z Was nie wiedziała, że mam plastyczny talent ;) No taki ładny ten motylek mi wyszedł... no i ta stonoga ;) Nie wiedzieliście o moim talencie... bo ja go naprawdę nie posiadam. Potrafię narysować kilka(naście?) zwierząt. Kropka. Nauczyłam się po tym jak mój starszy syn zaczął nas prosić o pewne rysunki... niestety to co wychodziło spod mojej kredki nic a nic nie przypominało tego o co prosił Nikodem ;) Odpaliłam zatem nieśmiertelnego Mr Googla i zaczęłam szukać jak najprostszych grafik zwierząt tak, abym mogła je odwzorować. To jest właśnie tajemnica mojego plastycznego talentu :) 
Po Waszych mailach wpadłam na pomysł aby co jakiś czas, krok po kroku, pokazywać Wam jak rysuję poszczególne zwierzątka. 
Na dziś proponuję PSA i KOTA.

1. PIES, prawda, że sympatyczny?


 Zaczynam rysować od uszu, potem kontur pyska...


Duży nos, oczy i pyszczek- same kółka i kreski ;)  Można dorysować kilka piegów :P


Teraz najtrudniejszy moment- tułów.



   

Dorysowujemy tylne łapki i ogonek: 


Prawda, że proste? :)

2. Kot






 Jeszcze wąsy i jest- kot jak malowany ;) 



a dodając kilka szczegółów z łatwością zamienimy go w tygrysa:





Jak widzicie nie trzeba posiadać talentu, aby narysować zwierzątko. Wystarczy PROSTA grafika wyszperana w necie i kilkukrotne jej przerysowanie. 

Na dowód pokażę Wam PSA narysowanego przez bardzo bliską mi dorosłą osobę (obiecałam nie zdradzać personaliów :P )

i po pierwszym przerysowaniu mojej ulubionej psiej grafiki:




Różnica spora, prawda? Po kilku próbach wyjdzie idealnie. 

Jeśli podoba Wam się pomysł z rysunkowym poradnikiem dla rodziców- dajcie znać :) 

sobota, 18 lutego 2012

Plastelinowe maziaje

Wypełnianie obrazków plasteliną pamiętam jeszcze z przedszkola. Technika, choć bardzo prosta, jest świetnym ćwiczeniem dla dziecięcych paluszków. 

Potrzebne materiały to kawałek kartonu lub kartka papieru (osobiście wolę pracować na kartonach- są twardsze i TRWALSZE przy pracy z dziećmi), marker i plastelina. Na kawałkach kartonu rysujemy jakiś obrazek- ja wybrałam motylka i stonogę:



Dziś do zabawy dołączył do nas Kajtuś. Z zainteresowaniem spoglądał na starszego brata i starał się go naśladowć.









Chłopcom alternatywna technika kolorowania rysunków bardzo się spodobała i jestem pewna, że nie raz ją powtórzymy. 



piątek, 17 lutego 2012

Magnesowe stwory

   Odkąd zaczęliśmy z Nikodemem wyżywać się artystycznie zaczęłam spoglądać na otaczające mnie przedmioty zupełnie inaczej. Zanim cokolwiek wyrzucę dwa razy zastanowię się, czy aby przypadkiem do czegoś tego nie wykorzystamy ;) W ten sposób na szafie stoi spore pudło do którego lądują wszelkie "przyda-sie". 
     Z chwilą, kiedy kładę Kajtusia na południową drzemkę Nikodem już zaciera ręce, robi maślane oczka i pyta "mamusiuuuuuuuuu masz jakiś pomysł?" Nie zawsze mam... wówczas bierzemy nasze pudło przydasiów i czekamy na inspirację. Na dzisiejszą twórczą myśl długo nie czekaliśmy. Jakiś czas temu do naszego pudła wrzuciłam kilka magnesików, zwykłych, czarnych... które dzisiaj stały się podstawą do wykonania kolorowych stworów. 
    Oprócz magnesów użyliśmy kawałka kartonu, z którego wycięłam figury geometryczne (przy okazji utrwalamy  pojęcia: koło, kwadrat, trójkąt, prostokąt ), z kawałków filcu powycinałam takież same "ubranka", a Nikodem z naszego pudła wyciągnął guziki, oczy, kolorowe druciki i pomponiki (wszystko kupione za grosze na allegro).


Przystąpiliśmy do dzieła. 
Najpierw szare kartoniki zostały ubrane w odpowiednie filcowe kubraczki.


Następnie Nikodem decydował z czego będziemy robić oczy, nos, buzie i włosy




na koniec przykleiliśmy magnesy


i w ten sposób powstały : Jula, Wiciu, Wiktor i Nikoś (imiona nieprzypadkowe- to podwórkowa paczka mojego syna ;) 


W tej chwili pięknie zdobią naszą lodówkę. Z pewnością pomysł wykorzystamy... moim zdaniem magnesy mogą się okazać świetnymi prezentami np. dla dziadków




czwartek, 16 lutego 2012

Butelkowe kwiatki

Tęsknimy za wiosną... szczególnie w taki dzień jak dzisiaj, kiedy za oknami topnieje śnieg, a słońce coraz śmielej wygląda zza zimowych chmur. 
Pomysł na dzisiejszą twórczą pracę zaczerpnęliśmy z serwisu qlturka.pl .
Wszystkie niezbędne rzeczy posiadaliśmy w domu: plastikowe butelki po wodzie, patyczki do szaszłyków, ciastolinę, farby- pozostało tylko podwinąć rękawy i brać się do roboty   :D
Dodatkowo postanowiłam zrobić kwiatki z papilotek do muffinów, więc i one znalazły się w przygotowanym zestawie


Odcięte denka od plastikowych butelek (użyłam do tego ostrego noża) wyrównałam nożyczkami. Następnie wraz z Nikosiem zrobiliśmy kulki z ciastoliny i umocowaliśmy je na środku naszych przyszłych kwiatków. Teraz pozostało przymocować do nich patyczki od szaszłyków.



Przyszedł czas na farby- wyprofilowane "płatki" na spodach butelek ułatwiają precyzyjne pomalowanie poszczególnych elementów na różne kolory.


Papilotki przecięłam w kilku miejscach nożyczkami i też dałam Nikodemowi do pomalowania, a następnie powtórzyliśmy patent z ciastoliną i patyczkiem (zrobienie tego wcześniej utrudniłoby malowanie)




Tak przygotowane, lekko przeschnięte kwiatki możemy umieścić w doniczce wbijając je w specjalną gąbkę, którą dostaniemy w każdej kwiaciarni






Efekt naszej pracy, choć zajął jedynie pół godziny, prezentuje się  naprawdę świetnie! 
Pięknie zdobi teraz parapet u chłopców w pokoju.
Aż zapachniało wiosną!







wtorek, 14 lutego 2012

Eko-buźki, czyli porozmawiajmy o uczuciach



     Nie, dziś nie będzie słodko-różowo-serduszkowo ;) 14 luty być może do czegoś takiego zobowiązuje, ale…  my po prostu porozmawialiśmy o uczuciach.
      Od jakiegoś czasu uczęszczam na warsztaty dla rodziców, którzy chcą lepiej rozumieć swoje dzieci.  Jedno z ostatnich spotkań uświadomiło mi jak ważne jest nazywanie uczuć i odgadywanie ich w kontakcie z drugą osobą (nie tylko dzieckiem).
My, dzisiejsi rodzice małych dzieci, byliśmy wychowywani przez pokolenie, które tych emocji nie nazywało. Ja akurat miałam to wielkie szczęście, że pomimo braku słów oznaczających konkretne uczucia (miłość, duma itd.) czułam się bardzo kochana i doceniana. Za tym faktycznie stoją czyny, nie słowa, ale… No właśnie. Teraz widzę, że tych słów mi też brakowało.  Nie tylko mi. Cała grupa rodziców z moich warsztatów zgodnie stwierdziła, że SŁOWA też mają wielkie znaczenie.  Nie chodzi tylko o fundamentalne uczucia, takie jak miłość, ale czasami zwykłe stwierdzenie „widzę, że coś cię zasmuciło” może zdjąć z barków drugiego człowieka odrobinę negatywnych emocji.
Przez ostatni tydzień w stosunku do 3-letniego Nikodema celowo używałam określeń „wygląda na to, że jesteś zły/smutny/radosny/szczęśliwy”  i ku mojemu zaskoczeniu zauważyłam, że w przypadku gorszego nastroju, samo odgadnięcie uczucia, które nim „targa” powoduje, że złość/smutek szybciej mija. Wcześniejsze „przestań się złościć” działało w zupełnie przeciwną stronę. Eureka! Niby drobiazg, a wierzcie, że ułatwia życie mamy na całym etacie ;) 
Oczywiście nie zapominamy o tym, aby mówić dzieciom, że je kochamy (mówić, nie tylko pokazywać!), że je doceniamy i jesteśmy dumni… bo jesteśmy, prawda?
    Rozpisałam się nieprzyzwoicie dużo, ale już wracam do głównego nurtu tego blogu ;)


Dziś tworzyliśmy Eko-buźki. Potrzebne materiały znajdują się w każdej kuchni ;)


My, oprócz kolorowych kartek papieru i kleju użyliśmy 3 rodzajów makarony i kaszy jaglanej.

Pretekstem do naszej zabawy była rozmowa o uczuciach. Kiedy jesteśmy weseli? Kiedy smutni? Jakie wtedy robimy minki? 




 Zdziwiłam się z jaką łatwością mój 3 letni synek przypasowywał odpowiednie sytuacje do nastrojów, przywoływał konkretne zdarzenia, nawet te,  o których wcześniej nie wiedziałam, bo wydarzyły się w klubiku malucha do którego uczęszcza.

Na kartkach papieru narysowałam kontury buzi wesołej/uśmiechniętej i smutnej


..i przystąpiliśmy do wyklejania- ja operowałam klejem, Nikodem produktami spożywczymi ;)







Efektem 25 minutowej pracy są Eko-buźki. 


z tej techniki napewno jeszcze nie raz skorzystamy! 









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...